No i znowu w Bieszczadach, a właściwie na Bukowcu. Ten kolejny wpis blogowy to poniekąd kontynuacja mojej majówkowej relacji, bo żeby była jasność i ustalenie kolejności narracji, na tenże Bukowiec dojechałem prosto 19-stką, zaraz po nocy spędzonej na Koniarce. Jeśli ktoś jest ciekaw, jak to było z tym biwakiem na Koniarce i drogą, to tutaj będzie link do wcześniejszego opisu moich bieszczadzkich wojaży. (>>>LINK<<<)Warto rzucić okiem, żeby poczuć ten klimat, zanim zagłębimy się w meandry Bukowca.

Teraz jest ostatni, a wręcz kluczowy moment, aby uściślić, o który Bukowiec w ogóle chodzi. Bo wiesz, w Bieszczadach Bukowców jest więcej niż wypałów, a wypałów tu było od cholery. Tak więc, chodzi o ten konkretny Bukowiec, który jest ostatnim, nomen omen, legalnym punktem w drodze na Opołonek, Kińczyk Bukowski… albo, jeśli ktoś musi legitnie, do Źródeł Sanu. To jest taki bieszczadzki przedsmak prawdziwej dziczy, albo jak wolisz, ostatni bastion cywilizacji zanim zginiesz w kniejach. Z każdym dobrym Przewodnikiem Bieszczady znajdziesz ten szlak, ale tylko z moim, poczujesz ten bieszczadzki smród i urok.

Tak więc, jadąc moją wierną furą 19-stką, dociera się do skrzyżowania w kształcie litery T. Na wprost jest łagodny zjazd do potoku… który wręcz zachęca do odpoczynku i popasu. Człowiek tylko marzy, żeby rzucić bambetle i myrgnąć się na trawę. Bukowiec, o którym się teraz rozpisuję i który z dumą włączam do Twojego osobistego Przewodnika Bieszczady, ma w sobie jedną naprawdę zajebistą atrakcję i trzy punkty turystyczne, które warto obadać.

Moje pierwsze zwiedzanie Bukowca, a było to przeszło dwie dekady temu, wyglądało tak, że trawa i chaszcze sięgały ramion – i ponad to zielsko wystawało zaledwie kilka krzyży. Dramat, dosłownie! Teraz kulturka, Panie! Na wczesną wiosnę, jak na tym zdjęciu, trawa jest niziutka, można spokojnie łazić, nie bojąc się, że coś się zwinie w chaszczach. Ba, można spotkać nawet niegroźnego reptiliańskiego predatora – jaszczurkę, co to bawi się w ciuciubabkę z turystami. Bieszczadzkie standardy, typu cerkiew i okoliczne nagrobki, nie wymagają, według mnie, jakiegoś przesadnego rozpisywania się, bo to przecież wiadomo. Ale przy niskiej trawie wyraźnie widać wejście, babiniec, nawę, prezbiterium – całą cerkiewną anatomię. Byle gamoń się z tym wszystkim ogarnie, o ile oczywiście trawa jest niska. Nie mam przekonania, że derektor parku dba o regularne koszenie na tym terenie i odpowiednią prezentację – było, nie było – dziedzictwa kulturowego. Ale to już temat na inną dygresję i osobną pieśń.Bukowiec: Gdzie staje czas, a trawa jest niska – Twoje wczesnowiosenne odkrycia z Przewodnik Bieszczady

Kolejne miejsce turystyczne to… kolejny smyntorz. Tak, takie to właśnie radosne miejsce jest ten Bukowiec. Dwa smyntorze, jaszczurka i wilk. Dokładnie tak. Mijając na przestrzał cmentarz ofiar z I Wojny Światowej, który de facto jest masowym grobem z kilkoma prowizorycznymi kurchanikami ziemnymi, można wyjść na "suchego przestwór oceanu" i przydybać wilka na polowaniu. Zanim zdołałem uruchomić kamerę w telefonie i nagrywać zwierzę, ten figlarnie czmychnął w siną dal. Typowe. Nigdy nie ma kamery, jak jest naprawdę ciekawie. Ale widać było. Prawdziwy, bieszczadzki, radosny wilk. To też świadczy o dzikości tego miejsca, o której każdy Przewodnik Bieszczady powinien pisać.

Bukowiec: Gdzie staje czas, a trawa jest niska – Twoje wczesnowiosenne odkrycia z Przewodnik Bieszczady

Jedno z przyjemniejszych miejsc turystycznych, idealnych, żeby sobie myrgnąć, stanowią dwie bele, wyżłobione tak, że aż miło. Wczesną wiosną, przy niskiej trawie, widok jest przezajebisty. No i nie ma gzów ani komarów, co jest absolutnym luksusem w bieszczadzkich warunkach. Co to za kłody? Widzi mi się, że to resztki po improwizowanym stojaku rowerowym. Derektorowi wadziło, nie dał gawiedzi do pieca, bo przecież to było by zbyt praktyczne, i kazał zatargać w ustronne miejsce, aby zadziwiało po równo zwierzęta i turystów. No więc zadziwia, nie powiem. To jest ten rodzaj bieszczadzkiego absurdu, który uwielbiam i który powinien znaleźć się w każdym rzetelnym Przewodniku Bieszczady.

Zaznaczam wyraźnie, bo to ważne: Bukowiec to nie byle Solina, Wetlina czy inna turystyczna melina. Tu trzeba wiosną albo jesienią – przy niskiej trawie łazić. Albo fest ostrożnie – bo nigdy nie wiadomo, czy się nie dupnie do starej piwnicy czy studni. To jest teren, który wciąż kryje tajemnice i pułapki. Jeszcze niedawno dało się z Bukowca wytargać drzwi od studni – które teraz robią za skrzydło kuchennej szafki w moim mateczniku. Z Bukowca jeszcze nie jeden łajza wylezie z ciekawymi fantami z minionej epoki. Ale, co podkreślam po raz kolejny, tylko przy niskiej trawie. To złota zasada każdego eksploratora Bieszczad.

Na koniec smaczek, też sprzed kilku dekad jeszcze. W miejscu całkiem nieoczywistym w Bukowcu jest paśnik. Taki paśnik, co się zowie! Służył on żubrom – jak była tu zagroda aklimatyzacyjna. Problem polegał na tym, że z grubsza wiedziałem, że był. Wszak mam zdjęcia! No i jeszcze wiedziałem, że jest widoczny z drogi… Po krótkiej przechadzce po Bukowcu wróciłem do auta i ruszyłem (a jakże, mimo zakazu) dalej drogą w górę dolinki. Niby pod Rozsypaniec. Pamiętam, była tam kiedyś jeszcze stara zagroda. Znaczy się, płot po zagrodzie.

Jejku, jak ja lubię takie akcje! Paśnik okazał się być tam, gdzie ongiś. I tak, dobrze, że wczesna wiosna i trawa niska. Dojście do paśnika było jakoś tak mniej problematyczne niż zwykle. Stan paśnika ewidentnie wymagający uwagi… i bynajmniej nie derektora BPN. To jest ten rodzaj odkrycia, który sprawia, że każda wyprawa w Bieszczady, nawet pozornie zwykła, staje się niezapomniana. I to jest to, co prawdziwy Przewodnik Bieszczady powinien Ci dać – nie tylko mapę, ale i dreszczyk emocji!

Bukowiec: Gdzie staje czas, a trawa jest niska – Twoje wczesnowiosenne odkrycia z Przewodnik Bieszczady

 

Bukowiec: Gdzie staje czas, a trawa jest niska – Twoje wczesnowiosenne odkrycia z Przewodnik Bieszczady