Dydiówka: Szałas, co to Spłonął i Nikt Nic Nie Wie (Standard)
Zdjęcie, które widzicie, to nie jest byle jaka fota z pożaru. To fotografia wykonana przez mojego znajomego, który przez moment miał ją udostępnioną na Facebooku. I tu zaczyna się cała intryga, bo historia tej foty jest, kurwa, dość nieoczywista. W kwestii samego pożaru, jak to się potocznie w Bieszczadach mówi, "nikt nic nie wie". Wszyscy umywają ręce, cisza jak makiem zasiał, a dym rozwiał się z wiatrem. Typowe. Ale!
Dydiówka: Droga do Płomieni – Gdzie Szlak Pamięta Prawdę
Ale jest jedno wielkie "ale". Do Dydiówki, w tamtych czasach, gdy buchał tam ten ogień, to była dobra godzina marszu górami. Godzina! To nie jest spacer po deptaku w Polańczyku. To oznacza, że trzeba było się spocić, włożyć w to wysiłek. Bo teraz to, fakt, jest trochę inaczej: jakieś dwie trzecie drogi to już elegancki szuter, a pozostała jedna trzecia to całkiem ładna stokówka. Czyli dziś to już niemal autostrada w porównaniu do tamtych czasów.
Dydiówka: Fotograf i Czas – Kto Stał Przy Krawędzi Piekła?
No w każdym razie, do czego zmierzam: ktoś, kto robił to foto, musiał być przy tym pożarze. Ba, musiał być tam, kiedy ten ogień pochłaniał Dydiówkę! I tu zaczyna się robić ciekawie, bo jeśli sam nie zaprosił ognia, a mówiąc wprost – nie podpalił tej chaty – to był obok tych, co to zrobili. Tak, tak, Panie, był obok podpalaczy. A dlaczego to takie ważne? Bo taka chatka, niewielki szałas z desek wysuszonych jak cholera, co to od lat służył jako schronienie, nie płonąłby dłużej niż dwa kwadranse. Gasi się to gówniane ognisko w kwadrans, a spali się do cna w dwa! Więc ten, kto stał tam z aparatem i robił to zdjęcie, musiał być tam od początku. Widział, jak ogień wybuchał, jak trawił drewno, jak dym unosił się w nocne niebo. I to właśnie to foto jest takie ciekawe i tak rusza wyobraźnię o tym, co się tam tak serio stało.
Dydiówka: Epilog Niewypowiedzianych Historii – Obraz, co Mówi Więcej niż Słowa
To nie jest tylko obraz pożaru. To jest symbol niewypowiedzianych historii, ludzkich decyzji i tajemnic, co to Bieszczady tak skrzętnie w sobie skrywają. Ta fotografia to dowód na to, że w tych górach nic nie jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. A czasem, żeby zobaczyć prawdę, trzeba spojrzeć głębiej w płomienie i zadać niewygodne pytania. Bo pożar Dydiówki to nie był przypadek. To była historia, której świadkiem był mój znajomy, i to historia, co to do dzisiaj, choć nikt "nic nie wie", pali wyobraźnię i każe myśleć, co tak naprawdę jest grane w tych dzikich zakątkach.