Siekierezada - Cisna

To jeden z tych kadrów, co to jest warty więcej niż tysiąc słów. Na tym zdjęciu uchwycono nie tylko wnętrze Siekierezady, ale coś znacznie głębszego. To miejsce, dokładnie przy tej ławce, gdzie światło świecy walczy z mrokiem, jest niczym portal. To tu krzyżuje się pierdyliard wspomnień i dziesiątki emocji. Chwile, które są ważne, odżywają na nowo, a nowe pasje i marzenia biorą swój początek.
To jednak nieprzypadkowe siedzenie. Na drugim planie widać ikonę tego miejsca — wisielca. Ten ikoniczny wisielec. Wizerunek konającego, umęczonego człowieka - będący w jakiś pokrętny sposób, dla wielu fanatyków symbolem nadziei. Na pierwszym planie biernie obserwująca postać, niby diaboł. Ale czy napewno diaboł? I niczego pomiędzy. Zero i jeden. Nie ma tu miejsca na odcienie szarości czy relatywne postawy. Żadnej szarosci, relatywnych postaw. Tylko skrajności: zero i jeden. Nic pomiędzy.
A pod tym obrazem, w tej samej przestrzeni, pamietam Burego, któren rechocząc krędził rejwach po izbie i między jednym potrząsaniem brodą a drugim potrząsaniem brzuchem łypał na prawo i lewo i strzelał serdecznymi uśmiechami. Kiedy to było? Nie tak dawno jeszcze. Bo dawniej to działo się tyle, że trzeba było urżnąć się - aby to wszystko umysł posiekał i przemielił w jakiejś przyswajalnej formie.
A dziś?
Dziś ajentka przez elektroniczny transformatorek ryczy "siekiera numer siedem" i nie ma w tym juz nawet dawnej grozy. Tylko ten wisielec wisi i odpaść nie może. Wyjątkowo ponury sadyzm.
- Written by: Bieszczadnik
