Rezonans Schumanna z Bieszczadów

Rezonans Schumanna w Bieszczadach. Co naprawdę mierzy stacja Hylaty?

Stacja Hylaty znajduje się w pobliżu Zatwarnicy, na niezamieszkanym terenie, z dala od sieci energetycznej i przy granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Nazwę wzięła od pobliskiego potoku.

Oficjalny opis nie mówi o miejscu mocy, szczególnej geologii ani oddziaływaniu na ludzi. Mówi o bardzo niskim poziomie zakłóceń elektromagnetycznych.

I tu pojawia się pierwszy rozdźwięk.

Dla turysty cisza oznacza brak samochodów, głośników Bluetooth i dzieci drących się pod namiotem. Dla fizyka badającego fale ELF cisza oznacza coś innego. Brak linii energetycznej. Brak maszyn. Brak urządzeń elektrycznych. Brak całego elektromagnetycznego śmietnika, który produkujemy wszędzie tam, gdzie urządzamy sobie cywilizację.

Nie musi być pięknie.

Musi być czysto.

Pierwsze pomiary krakowskich naukowców przeprowadzono w Bieszczadach na początku lat dziewięćdziesiątych. Początkowo były to krótkie wyprawy pomiarowe do słabo zaludnionych części regionu.

Dopiero w latach 2004–2005 powstała automatyczna stacja Hylaty, pozwalająca prowadzić ciągłą rejestrację. Najrozsądniej mówić, że obiekt budowano i uruchamiano na przełomie tych lat, a stałe pomiary prowadzone są od 2005 roku.

Stacja jest lokalna tylko na mapie. To, co rejestruje, może pochodzić z Afryki, Ameryki Południowej, Azji albo znad oceanu.

Fale elektromagnetyczne o ekstremalnie niskich częstotliwościach potrafią okrążać planetę. Piorun bijący kilka tysięcy kilometrów od Zatwarnicy zostawia ślad, który może zostać zapisany w bieszczadzkiej ziemi.

Właśnie tak należy patrzeć na Hylaty.

Nie jak na nadajnik.

Jak na ucho.

Czym jest rezonans Schumanna

Ziemię otacza jonosfera – część górnej atmosfery, w której promieniowanie słoneczne powoduje jonizację gazów. Powierzchnia planety przewodzi prąd. Jonosfera także ma właściwości przewodzące. Między nimi powstaje naturalny falowód elektromagnetyczny.

W uproszczeniu wygląda to jak ogromna, zamknięta przestrzeń między dwiema przewodzącymi powierzchniami. Dolną jest Ziemia. Górną – jonosfera znajdująca się kilkadziesiąt kilometrów nad nami.

Kiedy dochodzi do wyładowania atmosferycznego, powstaje impuls elektromagnetyczny. Jego część trafia do falowodu i rozchodzi się wokół globu. Fale nakładają się na siebie, odbijają i interferują.

Przy określonych częstotliwościach powstają fale stojące.

To właśnie rezonans Schumanna.

  • Nie jest to pojedyncza fala wysyłana przez Ziemię.
  • Nie jest to puls biologicznego organizmu.
  • Nie jest to metronom dla ludzkiego mózgu.

Jest to zjawisko rezonansowe zachodzące w naturalnej wnęce utworzonej przez powierzchnię planety i jonosferę.

Ziemia nie nadaje. Ziemia rezonuje

To nie jest różnica językowa dla fizycznych pedantów. Od niej zależy rozumienie całego zjawiska.

Gdy ktoś mówi, że „Ziemia nadaje częstotliwość 7,83 Hz”, łatwo wyobrazić sobie planetę jako gigantyczny nadajnik, który stale emituje jeden równy sygnał.

Potem wystarczy dodać, że ludzie powinni się do niego dostroić, a urządzenie za 699 zł pomoże odzyskać utraconą harmonię.

Piękny biznes. Fizyka już mniej.

Źródłem pobudzającym rezonans są przede wszystkim wyładowania atmosferyczne. To one dostarczają impulsów. Wnęka Ziemia–jonosfera reaguje na nie przy określonych częstotliwościach własnych.

Różnica jest podobna jak między dzwonem a człowiekiem, który uderza w dzwon. Dzwon ma swoje częstotliwości rezonansowe, ale bez pobudzenia nie rozbrzmiewa.

Tutaj młotkiem są burze.

Czym są fale ELF

ELF to skrót od Extremely Low Frequency – ekstremalnie niskiej częstotliwości.

Aparatura w Hylatym pracuje w zakresie pozwalającym rejestrować rezonans Schumanna oraz impulsy elektromagnetyczne pochodzące od wyładowań atmosferycznych i innych zjawisk naturalnych.

Fale ELF są wyjątkowe, ponieważ w falowodzie Ziemia–jonosfera ulegają stosunkowo niewielkiemu tłumieniu. Dzięki temu impuls może zostać zarejestrowany bardzo daleko od źródła.

Stoimy nad potokiem Hylaty, buty mamy w błocie, z lasu ciągnie wilgocią, a aparatura pod ziemią zapisuje burzę przechodzącą właśnie nad Afryką.

Teren jest lokalny.

Zjawisko już nie.

7,83 Hz – co naprawdę oznacza częstotliwość rezonansu Schumanna

W internecie rezonans Schumanna niemal zawsze zostaje sprowadzony do jednej liczby: 7,83 Hz.

Ta liczba jest wygodna. Ma dwa miejsca po przecinku, więc wygląda poważnie. Nie jak przybliżenie, ale jak kod dostępu do rzeczywistości.

Człowiek widzi 7,83 i od razu czuje, że ktoś to dokładnie policzył, zmierzył i zatwierdził pieczątką.

Tymczasem w pomiarach występuje cały zestaw modów rezonansowych. Najważniejsze maksima znajdują się w przybliżeniu przy częstotliwościach 8, 14, 20, 26 Hz i kolejnych.

Popularne 7,83 Hz odnosi się do przybliżonego położenia pierwszego maksimum w określonych warunkach. Nie jest jednak liczbą wyrytą w konstrukcji Wszechświata.

Częstotliwości obserwowanych maksimów zmieniają się wraz ze stanem jonosfery, porą dnia, aktywnością słoneczną, rozkładem burz oraz położeniem źródła względem obserwatora.

Co obliczył Winfried Otto Schumann

W 1952 roku niemiecki fizyk Winfried Otto Schumann rozwiązał równania pola dla idealnej sferycznej wnęki Ziemia–jonosfera.

Dla wyidealizowanego modelu otrzymał częstotliwości około 10,6, 18,4 i 26 Hz dla pierwszych trzech modów.

Kiedy w 1960 roku M. Balser i C.A. Wagner dokonali pierwszej skutecznej obserwacji rezonansu, uzyskali wartości bliższe 8, 14 i 20 Hz.

Różnica wynikała z tego, że rzeczywista jonosfera nie jest idealnie przewodzącą, równą skorupą. Fale są tłumione, ich propagacja zależy od warunków, a atmosfera ma nieprzyjemny zwyczaj ignorowania elegancji szkolnych modeli.

Najpierw buduje się model.

Potem przyroda przychodzi i go brudzi.

Częstotliwość to nie amplituda

Wiele internetowych rewelacji o „skoku rezonansu Schumanna do 30, 40 albo 60 Hz” wynika z pomieszania dwóch różnych rzeczy.

  • Częstotliwość mówi, jak szybko zachodzi zmiana.
  • Amplituda mówi, jak silny jest sygnał.

Na spektrogramie mogą pojawić się jasne pasma, zakłócenia albo silniejsze impulsy. Nie oznacza to automatycznie, że podstawowa częstotliwość rezonansu wzrosła.

Może wzrosnąć natężenie sygnału. Może pojawić się kolejny mod. Może wejść zakłócenie od sieci energetycznej. Może też nie działać fragment aparatury albo skala wykresu zostanie źle odczytana.

Historia odkrycia rezonansu Schumanna

Rezonans nazwano od Winfrieda Ottona Schumanna, ale historia fal ELF zaczęła się wcześniej.

Pod koniec XIX wieku fizycy i inżynierowie próbowali zrozumieć, jak fale elektromagnetyczne mogą rozchodzić się na duże odległości. Eksperymentowano z antenami, częstotliwościami i przesyłaniem energii.

Nikola Tesla prowadził doświadczenia w Colorado Springs. Nie wszystko, co później przypisano Tesli, rzeczywiście dotyczyło swobodnie rozchodzących się fal ELF.

To szczegół, o którym wielbiciele Tesli rzadko wspominają, bo znacznie lepiej brzmi opowieść o człowieku, który znał wszystkie tajemnice planety, tylko zły system nie pozwolił mu ich ujawnić.

System rzeczywiście bywa zły.

Ale równania pozostają równaniami.

Wraz z rozwojem wiedzy o jonosferze możliwe stało się matematyczne opisanie wnęki Ziemia–jonosfera. W 1952 roku zrobił to Schumann.

Sam próbował zmierzyć przewidziane przez siebie zjawisko, ale okolice Monachium były zbyt mocno zanieczyszczone elektromagnetycznie.

Dopiero pomiary wykonane przez badaczy MIT na pustyni pozwoliły zobaczyć charakterystyczne maksima rezonansowe.

Tu historia zatacza ładne koło.

Schumann przegrał z zakłóceniami miasta.

Kilkadziesiąt lat później polscy naukowcy pojechali szukać ciszy w Bieszczadach.

Krakowski Zespół ELF i początki badań w Polsce

Krakowski Zespół ELF tworzą badacze związani z Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademią Górniczo-Hutniczą.

Grupę założyli na początku lat dziewięćdziesiątych Andrzej Kułak, Stanisław Zięba i Adam Michalec.

To nie była historia gotowej aparatury przywiezionej z katalogu renomowanego producenta.

Pierwszy przenośny odbiornik cyfrowy ELA1 powstał w 1993 roku. Był zasilany akumulatorem, miał jeden kanał pomiarowy i współpracował z pasywną anteną.

Dane zapisywał laptop podłączony przez RS232. Dzisiaj brzmi to jak archeologia komputerowa, ale wtedy stanowiło jedno z dostępnych rozwiązań.

Kolejne urządzenia miały więcej kanałów i większą czułość. Próbowano wykorzystywać niewielkie dyski twarde, ale te zużywały zbyt dużo energii.

W terenie, daleko od gniazdka, nawet najgenialniejsza elektronika po rozładowaniu akumulatora staje się tylko kosztownym pudełkiem.

Następne generacje odbiorników projektowano pod kątem autonomii. Mniejsze zużycie energii, dokładniejszy pomiar czasu, lepszy zapis danych. Krok po kroku.

Bez objawienia. Bez kosmicznej energii. Z lutownicą, filtrami i problemem, gdzie zapisać kolejną porcję danych.

Tak właśnie zwykle wygląda nauka.

Mniej olśnienia.

Więcej kabli.

Dlaczego rezonans Schumanna mierzy się w Bieszczadach

W Europie niewiele jest miejsc naprawdę czystych elektromagnetycznie. Zakłócenia cywilizacyjne stanowią jedno z głównych utrudnień pomiarów fal ELF.

Nie chodzi więc o to, że w Bieszczadach rezonans Schumanna jest silniejszy.

Nie chodzi o szczególny punkt energetyczny.

Nie chodzi nawet o to, że zjawisko występuje tutaj, a gdzie indziej nie.

Rezonans jest globalny. Bieszczady są ważne dlatego, że cywilizacja zostawiła tu miejscami mniej własnego hałasu.

To bardzo bieszczadzka ironia.

Region wcześniej opróżniony z ludzi, pozbawiony części dawnej sieci osadniczej i przez dziesięciolecia pozostawiony na uboczu okazuje się cenny dla nauki właśnie przez brak infrastruktury.

Pustka po raz kolejny staje się zasobem.

Cisza elektromagnetyczna

Prąd przemienny w europejskiej sieci pracuje z częstotliwością 50 Hz. Ten sygnał jest tak wszechobecny, że aparatura ELF widzi go jako wyraźną linię w widmie.

Nie trzeba stać pod transformatorem. Zakłócenia pochodzą z linii energetycznych, urządzeń elektrycznych, maszyn, kolei i całego zaplecza technicznego współczesnego życia.

Na widmach rejestrowanych w Hylatym pojawia się również sygnał około 16,67 Hz wiązany z systemami zasilania kolei elektrycznej.

Obok maksimów rezonansu Schumanna stoi więc zapis działalności człowieka. Burze z całej planety i pociągi. Jonosfera i sieć energetyczna. Kosmos oraz rozkład jazdy.

Aparatura nie ma uprzedzeń.

Zapisuje wszystko.

Dopiero naukowiec musi ustalić, co jest sygnałem, co zakłóceniem, a co zwyczajnym błędem.

Stacja Hylaty koło Zatwarnicy

Stacja znajduje się w pobliżu Zatwarnicy, na obszarze wybranym ze względu na niski poziom zakłóceń elektromagnetycznych.

Nie podaję dokładnej instrukcji dojścia. To nie jest atrakcja turystyczna, miejsce do odhaczania ani bunkier, do którego należy włazić z czołówką, bo internet powiedział, że w środku jest tajemnica.

Czasem najlepszym sposobem poznawania Bieszczadów jest powstrzymanie się od włażenia tam, gdzie nikt nas nie zapraszał.

Podziemny kontener pomiarowy

Pomieszczenie aparaturowe ma postać cylindrycznego kontenera wykonanego z laminatu epoksydowego. Ma około dwóch metrów średnicy i trzech metrów długości.

Został umieszczony płytko pod ziemią i przykryty warstwą gruntu o grubości około jednego metra.

Nie wygląda jak laboratorium z filmu science fiction.

Bardziej jak coś, co rozsądny człowiek zakopał, żeby nie zamarzło i żeby nikt przy tym nie grzebał.

Taka konstrukcja stabilizuje temperaturę, chroni aparaturę przed warunkami pogodowymi oraz ogranicza ingerencję ludzi i zwierząt.

Anteny magnetyczne znajdują się poza pomieszczeniem aparaturowym. Oddzielenie ich od elektroniki ogranicza ryzyko, że urządzenia stacji będą zakłócać własne pomiary.

Urządzenie, które słucha szeptu, nie może samo drzeć mordy.

Stacja Hylaty nie nadaje rezonansu

Stacja Hylaty nie jest generatorem rezonansu Schumanna. Nie wysyła w stronę Zatwarnicy tajemniczych fal o częstotliwości 7,83 Hz.

Nie zwiększa wibracji mieszkańców. Nie ładuje kamieni. Nie wpływa na wilki, niedźwiedzie ani turystów, którzy wcześniej spali źle po tanim piwie, a rano przypisali ból głowy instalacji naukowej.

To przede wszystkim stacja odbiorcza.

Rejestruje składowe pola elektromagnetycznego.

Jeżeli ktoś twierdzi, że obiekt nadaje energię, powinien wskazać urządzenie nadawcze, moc, antenę, kierunek emisji i wyniki pomiarów.

Nie wskazuje?

No właśnie.

Jak mierzy się rezonans Schumanna

Podstawową jednostkę systemu tworzą anteny magnetyczne i odbiornik ELF. Anteny są ustawione w dwóch prostopadłych kierunkach: północ–południe oraz wschód–zachód.

Dzięki porównaniu sygnałów można określać kierunek, z którego nadszedł impuls.

To nie jest słuchanie w znaczeniu akustycznym. Człowiek nie przykłada ucha do ziemi i nie słyszy basowego buczenia planety.

Aparatura mierzy bardzo słabe zmiany pola magnetycznego. Dane są następnie analizowane w dziedzinie czasu i częstotliwości oraz porównywane z wynikami innych stacji.

Od odbiornika ELA1 do kolejnych generacji aparatury

ELA1 był urządzeniem przenośnym i wymagał laptopa. Kolejne konstrukcje otrzymywały więcej kanałów, większą czułość, dokładniejsze zegary oraz lepsze możliwości zapisu.

Rozwój pamięci flash i elektroniki o niskim poborze energii umożliwił wielomiesięczną autonomiczną pracę.

ELA7 rejestrował pasmo do 60 Hz. ELA10 rozszerzył zakres do 300 Hz, a nowsze rozwiązania poszerzyły zakres badań jeszcze bardziej.

Widać tu trzy dekady rozwoju: od jednego kanału, laptopa i błędu czasu liczonego w sekundach do wielokanałowych systemów synchronizowanych z GPS.

To nie jest nagły skok.

To wuchta drobnych poprawek.

Każda sama w sobie mało widowiskowa. Razem zmieniają polową aparaturę w element globalnej infrastruktury badawczej.

Dane zapisywane przez lata

Zespół udostępnia przykładowe surowe pliki zawierające krótkie fragmenty zapisu z anten ustawionych w dwóch kierunkach.

Kiedy urządzenie pracuje bez przerwy przez lata, z kilku minut robią się tysiące plików, dziesiątki gigabajtów danych i zapis środowiska elektromagnetycznego całej planety.

Dziś podobne liczby nie robią wrażenia na człowieku, który nagrywa telefonem kotleta w 4K.

W badaniach naukowych liczy się jednak nie objętość, lecz ciągłość, jakość pomiaru i możliwość porównania danych z wielu lat.

Jak naukowcy oddzielają rezonans Schumanna od zakłóceń

Największym problemem pomiarów ELF nie jest brak sygnału.

Jest nim nadmiar wszystkiego.

Sieć energetyczna. Kolej. Instalacje przemysłowe. Urządzenia elektroniczne. Nadajniki. Własna aparatura. Błędy czasu. Zmiany temperatury. Zakłócenia impulsowe.

Cała cywilizacja wciska się do pomiaru, choć nikt jej nie zapraszał.

Linia sieci energetycznej 50 Hz

Na widmach z Hylatego wyraźnie pojawia się linia 50 Hz pochodząca z europejskiej sieci energetycznej.

Widoczne mogą być również harmoniczne, czyli składowe występujące przy wielokrotnościach podstawowej częstotliwości.

Kto spojrzy na kolorowy wykres bez przygotowania, może uznać każdą jasną kreskę za aktywność planety.

Fizyk najpierw pyta, czy to przypadkiem nie lodówka.

To jest zasadnicza różnica między analizą a wiarą.

Precyzyjny czas pomiaru

Jeżeli ten sam impuls dociera do kilku stacji, różnice w czasie przybycia pozwalają oszacować położenie źródła.

Przy falach przemieszczających się na skalę kontynentów błędy rzędu sekund są bezużyteczne. Potrzebna jest dokładność ułamków milisekundy.

Dlatego odbiorniki synchronizuje się za pomocą GPS. System może łączyć informację o czasie nadejścia sygnału z kierunkiem określonym przez anteny.

Jedna stacja słyszy impuls.

Kilka stacji może powiedzieć, skąd przyszedł.

WERA – trzy stacje i jedna planeta

Hylaty stały się punktem wyjścia do budowy WERA – World ELF Radiolocation Array, czyli globalnego systemu radiolokacji ELF.

Pierwszy układ obejmuje trzy stacje:

  • Hylaty w Polsce,
  • Hugo w Kolorado w Stanach Zjednoczonych,
  • Patagonia w Rio Gallegos w Argentynie.

Stacja Hugo została uruchomiona w 2015 roku, a stacja Patagonia dołączyła w 2016 roku.

WERA wykorzystuje pomiar czasu przybycia impulsu oraz radiowe określanie kierunku źródła. Pozwala lokalizować wyładowania atmosferyczne i odtwarzać ich parametry fizyczne.

Brzmi sucho.

W praktyce oznacza to, że impuls powstały podczas burzy może zostać wykryty na trzech kontynentach, porównany i zamieniony w informację o zdarzeniu, którego żaden z obserwatorów nie widział na własne oczy.

Jedno uderzenie pioruna.

Trzy podziemne stacje.

Cała Ziemia jako laboratorium.

Co można badać dzięki falom ELF

Rezonans Schumanna jest najbardziej znanym elementem badań ELF, ale sama aparatura służy znacznie szerszemu zakresowi prac.

Badania obejmują globalną aktywność burzową, parametry wyładowań, wpływ aktywności słonecznej na jonosferę, ziemskie błyski gamma, sprity, olbrzymie dżety, zakłócenia antropogeniczne, erupcje wulkaniczne, fale grawitacyjne oraz możliwe sygnały poprzedzające niektóre trzęsienia ziemi.

To dość dużo jak na coś, co w internecie zostało sprowadzone do muzyki relaksacyjnej 7,83 Hz.

Globalna aktywność burzowa

Wyładowania występują na Ziemi bez przerwy. Główne centra burzowe przemieszczają się wraz z cyklem dobowym nad Afryką, Azją i Ameryką Południową.

Rezonans Schumanna tworzy zmienne tło, w którym zapisuje się aktywność elektryczna atmosfery.

To nie jest przepowiadanie, czy o siedemnastej będzie padało w Wetlinie.

To obserwowanie elektrycznego układu całej planety.

Pojedyncze wyładowania atmosferyczne

Silne wyładowanie generuje impuls, który można analizować oddzielnie od tła. Na jego podstawie próbuje się odtworzyć parametry fizyczne zdarzenia: prąd, przeniesiony ładunek i przebieg wyładowania.

Piorun nie jest tylko kreską światła.

Jest gwałtownym przepływem ładunku, źródłem fal elektromagnetycznych i częścią globalnego obwodu elektrycznego atmosfery.

Sprity, elfy i olbrzymie dżety

Nad burzami występują krótkotrwałe zjawiska świetlne nazywane zbiorczo TLE – Transient Luminous Events.

  • Sprity mogą przypominać czerwone, rozgałęzione struktury wysoko nad chmurami.
  • Elfy są krótkimi, rozległymi rozbłyskami w jonosferze.
  • Olbrzymie dżety mogą łączyć obszar chmury burzowej z wyższymi warstwami atmosfery.

Pomiar ELF pozwala zestawić obserwację optyczną z parametrami wyładowania, które zjawisko wywołało.

Prawdziwy świat znowu okazuje się bardziej absurdalny niż opowieść o czakrach.

Nad burzą pojawiają się czerwone struktury wysokie na dziesiątki kilometrów, a ich źródło można analizować z kontenera zakopanego pod bieszczadzkim zboczem.

Ziemskie błyski gamma

Podczas niektórych burz powstają krótkie impulsy promieniowania gamma nazywane TGF – Terrestrial Gamma-ray Flashes.

Są rejestrowane przez satelity, a równoległe pomiary ELF mogą pomóc połączyć błysk gamma z konkretnym wyładowaniem.

Promieniowanie gamma kojarzymy z kosmosem, reaktorami i rzeczami, których rozsądny człowiek nie chce trzymać w kieszeni.

Tymczasem produkują je również burze.

Słońce i jonosfera

Jonosfera nie jest nieruchomym sklepieniem. Jej właściwości zmieniają się pod wpływem promieniowania słonecznego, cyklu dnia i nocy oraz pogody kosmicznej.

Rozbłysk słoneczny może zmienić stopień jonizacji atmosfery, a tym samym warunki propagacji fal ELF.

Piorun staje się więc sondą. Powstaje w atmosferze, okrąża planetę, przechodzi przez zmienne warunki propagacji i trafia do odbiornika.

Erupcje wulkaniczne

Silne erupcje wulkaniczne również mogą pozostawić rozpoznawalny ślad w danych ELF.

Wulkan wybucha na Pacyfiku.

Ślad pojawia się w Bieszczadach.

Tak wygląda globalność bez folderowej paplaniny.

Rezonans Schumanna a fale grawitacyjne

Detektory LIGO i Virgo poszukują fal grawitacyjnych – minimalnych zaburzeń czasoprzestrzeni wywoływanych między innymi zderzeniami czarnych dziur i gwiazd neutronowych.

Urządzenia są niewiarygodnie czułe. I właśnie dlatego mają problem.

Zmienne pole magnetyczne może zakłócać ich pomiary. Fale ELF generowane przez pioruny rozchodzą się globalnie, więc podobne zakłócenie może pojawić się w kilku detektorach oddalonych od siebie o tysiące kilometrów.

To kłopot, ponieważ zgodność sygnału w różnych detektorach jest jednym z warunków potwierdzenia, że zdarzenie rzeczywiście przyszło z kosmosu.

Dane z systemu WERA pomagają kontrolować globalne pole ELF i badać skorelowany szum elektromagnetyczny.

I tu warto się na chwilę zatrzymać.

Piorun uderza gdzieś na Ziemi.

Fala okrąża planetę.

Wnika w konstrukcję detektora poszukującego zderzeń czarnych dziur.

A polska stacja pod Zatwarnicą pomaga ustalić, czy to, co zobaczyła aparatura, przyszło z kosmosu, czy jednak z burzy.

Można oczywiście nadal opowiadać o „podnoszeniu wibracji”.

Tylko po co?

Czy rezonans Schumanna zapowiada trzęsienia ziemi

Prowadzone są badania nad możliwymi sygnałami ELF poprzedzającymi aktywność sejsmiczną.

Słowo „możliwy” jest tutaj najważniejsze.

Badacze sprawdzają, czy przed niektórymi trzęsieniami pojawiają się rozpoznawalne zaburzenia elektromagnetyczne. Problem polega na tym, że sygnały ELF są pełne zakłóceń, naturalnych zmian i przypadkowych zbiegów czasowych.

Łatwo znaleźć anomalię przed trzęsieniem ziemi, kiedy najpierw zna się datę wstrząsu, a dopiero później przegląda wykres.

Trudniej zbudować metodę, która przed zdarzeniem określi:

  • gdzie dojdzie do trzęsienia,
  • kiedy ono nastąpi,
  • jaką będzie miało siłę,
  • ile wystąpi fałszywych alarmów.

Na razie nie ma podstaw, by przedstawiać rezonans Schumanna jako działający system prognozowania trzęsień ziemi.

Jest hipoteza.

Są publikacje.

Są wyniki wymagające dalszego sprawdzania.

Nie ma kryształowej kuli.

Rezonans Schumanna na Marsie

Krakowski zespół prowadził również badania teoretyczne dotyczące fal ELF na Marsie.

Mars ma atmosferę, jonosferę oraz grunt o innych właściwościach elektrycznych niż Ziemia. Według modeli fale ELF mogłyby wnikać w marsjański grunt na znaczne głębokości.

Teoretycznie pomiary mogłyby pomagać badać strukturę podpowierzchniową planety, a nawet dostarczać informacji o warstwach mogących zawierać wodę.

Należy jednak zachować proporcje.

To są badania modeli i możliwości pomiarowych. Nie oznacza to, że w bieszczadzkim kontenerze znajduje się urządzenie sterujące pogodą na Marsie.

Choć przy tempie rozwoju internetowych legend pewnie ktoś już tak napisał.

Rezonans Schumanna a człowiek

Tu zaczyna się obszar, w którym fizyka bardzo szybko zostaje zastąpiona przez pragnienia.

Naturalne fale ELF istnieją. Rezonans Schumanna istnieje. Ludzki mózg również wykazuje aktywność elektryczną w zakresach częstotliwości, które częściowo mogą być liczbowo zbliżone do niektórych częstotliwości rezonansowych.

Z tego podobieństwa nie wynika jednak automatycznie, że rezonans steruje mózgiem, synchronizuje świadomość albo leczy bezsenność.

Fortepian i silnik samochodowy mogą wytworzyć dźwięk o tej samej częstotliwości.

Nie znaczy to, że fortepian pojedzie do Sanoka.

Podobna liczba nie jest dowodem mechanizmu

Aby wykazać wpływ biologiczny, nie wystarczy znaleźć podobną wartość w dwóch różnych układach.

Należy wykazać:

  • odpowiednio silne oddziaływanie,
  • fizyczny mechanizm,
  • powtarzalny efekt,
  • zależność dawka–odpowiedź,
  • wyniki niezależnych eksperymentów,
  • wykluczenie placebo i innych czynników.

Badania prowadzone w Hylatym koncentrują się przede wszystkim na geofizyce, fizyce atmosfery, jonosferze, burzach, zjawiskach kosmicznych i zakłóceniach detektorów.

Stacja nie jest przedstawiana jako instalacja terapeutyczna ani dowód na wpływ 7,83 Hz na świadomość.

Rezonans Schumanna w ezoteryce

Ezoteryka nie wymyśliła rezonansu Schumanna.

Przejęła go.

Mechanizm był prosty.

  1. Najpierw istniało rzeczywiste zjawisko fizyczne.
  2. Potem wybrano z niego jedną atrakcyjną liczbę.
  3. Następnie nazwano ją pulsem Ziemi.
  4. Połączono ją z mózgiem, snem, zdrowiem i świadomością.
  5. Na końcu pojawiły się generatory, nagrania, maty, sesje, warsztaty i certyfikaty.

Nauka dostarczyła nazwy.

Marketing dostarczył resztę.

„Puls Ziemi”

To bardzo dobra metafora. Krótka, obrazowa i łatwa do zapamiętania.

Jest też myląca.

Puls kojarzy się z żywym organizmem, jednym rytmem i biologicznym centrum sterującym.

Rezonans Schumanna jest zespołem zmiennych maksimów powstających w wyniku pobudzania wnęki Ziemia–jonosfera przez wyładowania atmosferyczne.

Można powiedzieć „puls Ziemi”, jeśli od razu wyjaśni się, że to metafora.

Problem zaczyna się wtedy, gdy metafora przebiera się za mechanizm fizyczny.

„Wzrost wibracji Ziemi”

Kolejnym internetowym twierdzeniem jest rzekomy wzrost częstotliwości Ziemi. Jako dowód pokazuje się zwykle spektrogram z jasnymi pasmami.

Tymczasem jasność wykresu może oznaczać wzrost amplitudy, silne impulsy, zakłócenia albo zmianę skali.

Kolejne pasma rezonansowe przy 14, 20 czy 26 Hz nie są dowodem, że podstawowa częstotliwość przeskoczyła na wyższy poziom.

One były tam wcześniej.

Nauka jako pieczątka dla mitu

Najbardziej interesujący jest sposób, w jaki wykorzystuje się istnienie stacji Hylaty.

Skoro Uniwersytet Jagielloński prowadzi w Bieszczadach pomiary rezonansu Schumanna, to – według części opowieści – nauka potwierdziła szczególną energię regionu.

Nie potwierdziła.

Potwierdziła, że Bieszczady są dobrym miejscem do pomiarów, ponieważ wybrane lokalizacje mają niski poziom zakłóceń elektromagnetycznych.

To nie to samo.

Między „można tu dobrze zmierzyć słaby sygnał” a „to miejsce emituje energię działającą na człowieka” leży przepaść.

Głęboka. Bez mostu.

Co stacja Hylaty mówi o Bieszczadach

Stacja Hylaty jest ciekawa nie tylko ze względu na rezonans Schumanna.

Mówi także coś o samym regionie.

Bieszczady zwykle przedstawia się przez góry, lasy, niedźwiedzie, cerkwie, zakapiorów i obowiązkową porcję legendy.

Nauka pojawia się tu rzadziej, choć działa w tym krajobrazie od dziesięcioleci.

Pod ziemią znajduje się aparatura rejestrująca pola elektromagnetyczne. Dane trafiają do publikacji dotyczących burz, jonosfery, rozbłysków gamma, wulkanów i fal grawitacyjnych.

Hylaty są częścią sieci obejmującej trzy kontynenty.

To także są Bieszczady.

Nie tylko kraina, do której jedzie się uciec.

Miejsce, z którego obserwuje się planetę.

Cisza jako zasób naukowy

Bieszczadzka cisza nie jest tu poetyckim luksusem.

Ma konkretną wartość pomiarową.

Brak zabudowy, linii energetycznych i przemysłu sprawia, że można rejestrować sygnały ginące gdzie indziej pod warstwą elektromagnetycznego brudu.

Cywilizacja zwykle przedstawia swoją obecność jako rozwój. Droga, przewód, nadajnik, osiedle.

Tutaj wartość powstała właśnie dlatego, że części tej infrastruktury nie ma.

Nie wszystko, co można zbudować, trzeba budować wszędzie.

Nauka ukryta w terenie

Stacja jest podziemna, niepozorna i niewielka. Nie dominuje nad krajobrazem.

Nie ma wielkiego parkingu, punktu sprzedaży magnesów ani podświetlanego napisu „7,83 Hz”.

I może dlatego tak łatwo obrosła opowieściami.

Człowiek źle znosi puste miejsce. Gdy nie wie, co widzi, dopowiada sens.

W Bieszczadach robi to szczególnie chętnie, bo region został wcześniej zapakowany w mit tajemnicy, dzikości i ukrytej wiedzy.

Tyle że tutaj prawda jest naprawdę dobra.

Nie trzeba jej poprawiać.

Kalendarium badań rezonansu Schumanna

1952
Winfried Otto Schumann opisuje matematycznie rezonanse idealnej sferycznej wnęki Ziemia–jonosfera.
1960
M. Balser i C.A. Wagner dokonują pierwszej skutecznej obserwacji rezonansu Schumanna.
1992
Pierwsze pomiary krakowskich badaczy prowadzone w Bieszczadach.
1993
Powstaje pierwszy przenośny odbiornik ELA1.
1994
Rozpoczynają się systematyczne, choć nadal okresowe wyprawy pomiarowe w Bieszczady.
2004–2005
Powstaje automatyczna stacja Hylaty i rozpoczyna się ciągła rejestracja.
2009
Rozwijana jest precyzyjna synchronizacja próbek za pomocą GPS.
2013
Zakres pomiarów w Hylatym zostaje rozszerzony do 300 Hz.
2015
Uruchomiona zostaje stacja Hugo w Kolorado.
2016
Powstaje stacja Patagonia w Argentynie, tworząc trzeci punkt globalnego układu WERA.
2020–2026
Rozwijane są nowe zastosowania badań ELF, obejmujące jonosferę, wyładowania, erupcje wulkaniczne, fale grawitacyjne i możliwe zjawiska przedsejsmiczne.

Rezonans Schumanna – najczęściej zadawane pytania

Rezonans Schumana czy rezonans Schumanna?

Poprawna forma brzmi rezonans Schumanna, ponieważ nazwa pochodzi od nazwiska Winfrieda Ottona Schumanna. Wariant „rezonans Schumana” jest częstym błędem pojawiającym się w wyszukiwarkach.

Ile wynosi częstotliwość rezonansu Schumanna?

Najbardziej znane pierwsze maksimum znajduje się w pobliżu 8 Hz i bywa podawane jako około 7,83 Hz. Kolejne maksima występują w przybliżeniu przy 14, 20, 26 Hz i wyżej.

Czy rezonans Schumanna zawsze wynosi 7,83 Hz?

Nie. Położenie maksimum może się zmieniać wraz z warunkami w jonosferze, aktywnością słoneczną, rozkładem burz i geometrią między źródłem a obserwatorem.

Co wytwarza rezonans Schumanna?

Rezonans jest pobudzany głównie przez wyładowania atmosferyczne, których impulsy rozchodzą się w naturalnym falowodzie utworzonym między powierzchnią Ziemi a jonosferą.

Czy stacja Hylaty nadaje fale 7,83 Hz?

Nie ma podstaw, by przedstawiać ją jako nadajnik „częstotliwości Ziemi”. Jest to przede wszystkim stacja pomiarowa rejestrująca składowe pola elektromagnetycznego ELF.

Dlaczego stację zbudowano w Bieszczadach?

Ze względu na niski poziom zakłóceń elektromagnetycznych, niewielką ilość infrastruktury oraz oddalenie od sieci energetycznych i zabudowy.

Czy można usłyszeć rezonans Schumanna?

Nie bezpośrednio ludzkim uchem. Jego częstotliwości mogą zostać przetworzone na dźwięk, ale takie nagranie jest sonifikacją danych, a nie zwykłym dźwiękiem dochodzącym z Ziemi.

Czy rezonans Schumanna wpływa na zdrowie?

Istnienie rezonansu jest dobrze opisanym zjawiskiem fizycznym. Twierdzenia o jego działaniu leczniczym, synchronizowaniu mózgu czy konieczności dostrajania organizmu wymagają osobnych dowodów biologicznych.

Czy częstotliwość rezonansu Schumanna wzrasta?

Zmieniać mogą się częstotliwości poszczególnych maksimów, ich szerokość oraz amplituda sygnału. Nie oznacza to jednak, że podstawowy rezonans Ziemi systematycznie rośnie do 30, 40 czy 60 Hz.

Czy rezonans Schumanna pozwala przewidywać trzęsienia ziemi?

Prowadzone są badania nad możliwymi sygnałami poprzedzającymi niektóre zdarzenia sejsmiczne. Nie powstał jednak wiarygodny system, który na podstawie rezonansu Schumanna skutecznie przewidywałby czas, miejsce i siłę trzęsień ziemi.

Instalacja, która słucha całej Ziemi

Przyjechałem do Zatwarnicy z pytaniem o dziwną instalację w Bieszczadach.

Mogłem dostać historię o energii, świadomości i częstotliwości planety. Taką opowieść łatwo sprzedać. Jest prosta, osobista i obiecuje człowiekowi, że Wszechświat nadaje specjalnie dla niego.

Prawda jest mniej wygodna.

Wymaga jonosfery, falowodu, anten magnetycznych, synchronizacji GPS, filtrów, przetworników i trzydziestu lat żmudnej pracy.

Nie obiecuje uzdrowienia. Nie głaszcze ego. Nie mówi, że jesteśmy środkiem świata.

Pokazuje coś lepszego.

Piorun bijący tysiące kilometrów dalej wysyła impuls, który obiega planetę. Fala przechodzi między Ziemią a jonosferą, zmienia się pod wpływem Słońca, miesza z sygnałami innych burz i dociera do anten zakopanych w bieszczadzkiej ziemi.

Stamtąd trafia do analiz dotyczących atmosfery, wulkanów, promieniowania gamma, trzęsień ziemi i detektorów słuchających zderzeń czarnych dziur.

Stacja Hylaty nie nadaje Bieszczadom tajemnicy.

Ona ją mierzy.

I to naprawdę wystarczy.

Źródła i materiały o rezonansie Schumanna