Przed Wszystkimi Świętymi myślę także o tych zapomnianych
Dziś jest 31 października. Jutro będziemy odwiedzać cmentarze, zapalać znicze, wspominać swoich bliskich. Są jednak miejsca, przy których rzadko ktoś przystaje. Nie prowadzi do nich cmentarna alejka. Czasem trzeba przedrzeć się przez zarośla, a wcześniej w ogóle wiedzieć, że warto tam zajrzeć.
Takim miejscem jest krzyż w Rabem. Wracam do niego od lat. Podczas ostatniego rajdu znów tam byliśmy i znów udało się zrobić dojście. Właśnie to wspomnienie jest mi dziś szczególnie bliskie.
Rajd Bieszczady — chciałem, żeby zostało po nas coś dobrego
Kiedy przygotowuję rajd, zależy mi na drodze, spotkaniach i wspólnym przeżywaniu Bieszczad. Lubię wysiłek, lubię też przysiąść i zwyczajnie nacieszyć się miejscem. Ale mam w sobie jeszcze potrzebę pokazania tego, co łatwo po drodze przeoczyć. Ludzi, którzy tu mieszkali. Śladów ich życia. Miejsc, które bez odrobiny uwagi znikają pod kolejną warstwą trawy i krzaków.
Ciągle zadaję sobie pytanie: jak opowiedzieć uczestnikom o kulturze i historii Bieszczad, skoro tak wiele jej materialnych śladów zniszczono? Po wojnie, wysiedleniach i akcji „Wisła” wiele dawnych wsi opustoszało. Domy palono, budynki rozbierano, teren przekształcano. Dziś o dawnych mieszkańcach przypominają między innymi ocalałe cerkwie, stare cmentarze i pozostałości zabudowań. Często trzeba się zatrzymać i uważnie rozejrzeć, żeby je dostrzec.
Moje poczucie misji zaczyna się od takich miejsc
Czuję odpowiedzialność za to, co pokazuję i co opowiadam. Skoro przyprowadzam tutaj ludzi, chciałbym również zadbać o miejsce, które odwiedzamy. Przy krzyżu w Rabem ta potrzeba jest dla mnie bardzo konkretna: trzeba umożliwić dojście. Żeby następny człowiek mógł zobaczyć krzyż, przeczytać napis i poświęcić tej rodzinie chwilę uwagi.
Przed laty kupiłem kosę i wykaszałem tę ścieżkę, kiedy zacząłem przyprowadzać tu uczestników wycieczek. Teraz, podczas rajdu, ponownie zajęliśmy się dojściem. Bardzo mnie to ucieszyło. Miałem poczucie, że robimy coś potrzebnego, a po naszym wyjeździe zostanie tu choć trochę lepiej niż przed przyjazdem.
Krzyż w Rabem — słowa, przy których warto się zatrzymać
Kiedy pierwszy raz znalazłem to miejsce z ojcem, obok krzyża wisiała na drzewie kartka. Jej słowa pamiętam do dziś:
„Drodzy Państwo!
Bardzo proszę nie rąbać wiecej tego drzewka. Posadziła je moja matka 3 maja 1937 r. Sadziła je i płakała za swoimi dziećmi.
Za grzeczność Państwa bardzo dziękuję.”
Na krzyżu widnieje data: 24 grudnia 1936 roku. Wigilia. Poniżej napis:
„OD RABSKICH BANDYTÓW BYŁO PALONYCH 5 DUSZ RODZINY WOŁKOWYJSKICH”
I jeszcze: „Wieczny odpoczynek”.
Najmocniej zostaje ze mną obraz matki sadzącej drzewo i płaczącej po swoich dzieciach. Trudno przejść obojętnie obok takiego świadectwa. Jeszcze trudniej pogodzić się z tym, że miejsce może po prostu zarosnąć i znów zniknąć ludziom z oczu.
Pamięć wymaga też uczciwości
Kiedy przed laty opisałem krzyż w Rabem, inni zaczęli go szukać. Pojawiały się kolejne relacje, a z czasem również opowieści ze szczegółami, których te napisy nie potwierdzają. Takie historie łatwo powtórzyć. Z każdym kolejnym powtórzeniem brzmią coraz pewniej.
Trzeba umieć powiedzieć: tego nie wiemy
Kartka i napis na krzyżu są świadectwami, od których możemy zacząć. Same nie pozwalają odtworzyć dokładnego przebiegu tragedii ani ustalić tożsamości sprawców. Nie chcę uzupełniać tych braków wyobraźnią. Chcę pokazywać to miejsce z szacunkiem dla zmarłych i dla prawdy o ich losie.
Radość z tego, że ścieżka znów prowadzi do krzyża
O tym miejscu można napisać kolejny tekst, ale od samego pisania dojście nie przestanie zarastać. Tym razem mogliśmy zrobić coś na miejscu. I właśnie z tego jestem tak zadowolony.
Cieszy mnie, że podczas rajdu znaleźliśmy na to czas. Że mogliśmy zatrzymać się przy tej historii i zostawić po sobie dostępną ścieżkę. Ktoś kolejny będzie miał łatwiej. Może zauważy krzyż, do którego wcześniej nie potrafił trafić. Może przeczyta nazwisko i słowa o matce, która posadziła drzewo.
Tak chcę prowadzić Rajd Bieszczady. Pokazywać miejsca, dzielić się tym, co o nich wiem, i razem robić dla nich coś dobrego. Mam poczucie, że właśnie w takich chwilach moja praca ma szczególny sens.
Jutro Wszystkich Świętych. Wśród wspomnień o bliskich będzie ze mną również myśl o rodzinie Wołkowyjskich. O krzyżu w Rabem, o drzewie i o ścieżce, którą podczas naszego rajdu znów udało się udostępnić.
Fot. Łukasz Gryko