Nie wiem, dlaczego ten konkretny pojemnik został wyłączony z użytkowania.
Być może trwa naprawa. Być może czeka na odbiór. Być może jest ku temu jakiś powód, którego nie znam.
Ale wiem jedno.
Jeżeli ktoś przyjeżdża w góry i chce zgodnie z zasadami wyrzucić śmieci, to w tym miejscu zwyczajnie nie ma takiej możliwości.

Od dłuższego czasu w przestrzeni publicznej pojawiają się komunikaty o działaniach mających ograniczyć ryzyko spotkań niedźwiedzi z ludźmi. Jednym z podstawowych elementów takich działań są właśnie odpowiednio zabezpieczone pojemniki na odpady.
Bo niedźwiedzie bardzo szybko uczą się, że przy człowieku można znaleźć łatwe jedzenie. A kiedy już się tego nauczą, zaczynają coraz śmielej podchodzić do miejsc, w których wcześniej ich nie było.
Dlatego śmietniki odporne na ich otwieranie mają sens. Są jednym z najprostszych sposobów ograniczania problemu.
Tyle że śmietnik działa tylko wtedy, gdy można z niego korzystać.
Jeżeli jest szczelnie owinięty folią i taśmą, przestaje pełnić swoją podstawową funkcję.
I właśnie taki obraz zobaczyłem w Suchych Rzekach.
Nie jest to dowód na to, że cały system nie działa. Nie jest to również ocena wszystkich działań prowadzonych przez Bieszczadzki Park Narodowy.
Jest to po prostu fotografia jednego, konkretnego miejsca.
Fotografia, która rodzi pytania.
Jeżeli rzeczywiście zależy nam na tym, aby ludzie nie zostawiali odpadów w lesie i aby niedźwiedzie nie uczyły się korzystania z ludzkich śmieci, to infrastruktura powinna być dostępna dokładnie wtedy, kiedy jest potrzebna.
Być może za kilka dni ten pojemnik znów będzie normalnie funkcjonował. Oby tak było.
Bo profilaktyka nie polega na wydawaniu komunikatów.
Profilaktyka zaczyna się od rzeczy prostych. Tak prostych jak śmietnik, z którego można normalnie skorzystać.