Jeżeli marzy Ci się nocleg w samochodzie na szczycie bieszczadzkiej góry, pod milionem gwiazd, tuż przy tajnej i nieistniejącej już chacie, o której wie każdy miejscowy (ale, o zgrozo, nie wiedziała straż leśna) – to czytaj dalej. Opowiadam, jak Przewodnik po Bieszczadach usadził się w wyleniałym Land Roverze Discovery, nasłuchiwał wilków, popijał czaj z rumem i zastał świt, którego nie pokazują w folderach dla mas. Dowiesz się też, skąd wzięła się moja mania odkrywania „sekretnych” miejsc, dlaczego przy pierwszej konnej wyprawie koło Zawozu kompletnie zgubiłem drogę, oraz jak samemu przeżyć taką przygodę i nie skończyć z mandatem w zębach.

Noc w Land Roverze Discovery – Przewodnik po Bieszczadach na tropie tajnych chat

Jak odnaleźć punkt widokowy Rebrowa

Mapa oficjalna milczy jak grób, a tablice przy asfaltówce prowadzą donikąd. Punkt, o którym mówię, wyrasta ponad dolinę Jasieńskiego Potoku, między Magurą a szczytem zwanym przez tubylców „Łasiczą Czatownią”. W GPS-ie wpisz... no właśnie, co? Ostatni kilometr jedziesz po starym trakcie zrywkowym, gdzie korzenie tańczą pogo pod kołami. Gdybyś miał świeżo zrobione paznokcie – zapomnij. Ja miałem akurat Land Rovera Discovery z 1995 r., w kolorze błota uniwersalnego, i nic, co miało mniej niż 20 cm prześwitu, by tam nie dosięgło.

Przewodnik po Bieszczadach i rebrowa konspiracja

Miejscowi mówią, że pierwszy „Rebrow” – partyzant z pseudonimem wziętym od starego urwiska – ukrywał tu biedaków po wojnie. Chata, niby skromna koliba, ma pod podłogą schowek wielkości porządnej piwniczki na bimber. Dziś „rebrowa konspiracja” to raczej sposób na ucieczkę przed gwarą Połoniny Wetlińskiej i każdym, kto myśli, że Bieszczady kończą się na schronisku Chatka Puchatka. Jako Przewodnik po Bieszczadach pokazuję właśnie takie alternatywy – miejsca pół-legalne, ale wciąż bardziej ekologiczne niż desant tysiąca klapkowiczów na szlak.

Z dziejów tajnej chaty – legenda a rzeczywistość

Pamiętniki Fredry wspominają o „górskiej budzie myśliwskiej nad Czemem”, gdzie hrabia zatruł się barszczem na kwasie. Plotka głosi, że to właśnie tu. Archeologicznie nic nie udowodniono, ale podłogę z dwustuletnich belek i dach z jodłowych gontów można macać do woli. Dach niesie zapach żywicy – taki, jaki czuje się dopiero, gdy nocą drewno oddycha. Różnica? Nikt nie kasuje tu za wejście, bo nikogo oficjalnie nie ma. W końcu „straż leśna” też ludzie; po prostu wcześniej nie wiedzieli, że flary nocne z tego miejsca to bardziej zdjęcia sferyczne niż kłusownictwo.

Pierwszy rajd konno przez Zawóz – narodziny Przewodnika po Bieszczadach

Miałem dziewiętnaście lat, trzy drobne blizny na łydce po ostrogach i końskie szczęście, że stara klacz Smutna jeszcze wciągała tlen. Wyruszyłem z Zawozu przed świtem, wierząc, że przez orca-mżawkę dotrę do Bukowca w trzy godziny. Oczywiście zgubiłem drogę na pierwszym rozdrożu. Skończyło się nocą pod zrujnowaną wiatą dla drwali – mokry, głodny i przeszczęśliwy. Wtedy właśnie zrozumiałem, że bez mapy, ale z intuicją, można w Bieszczadach odkrywać światy, o jakich Google nie słyszał. Ta przygoda zaszczepiła we mnie bakcyla i dzisiaj nim zarażam – w ramach moich wypraw jako Przewodnik po Bieszczadach.

Gwiaździste niebo, Land Rover i ja

Kiedy gaśnie ostatnie światło nad Soliną, niebo eksploduje. Sferyczne zdjęcie, które wrzucam poniżej, to dowód: 30-sekundowa ekspozycja, ISO 1600, przesłona 2,8. Droga Mleczna wisi jak biała wstęga z cukierni Pani Hydrozagadka w Lutowiskach. W środku nocy słychać tylko pomruk ropy w zbiorniku Discovery’ego i wilcze pogaduchy kilkaset metrów niżej. Wilki liczą nas pewnie na kolację, ja liczę gwiazdy i nasłuchuję, czy nie nadjeżdża Nadleśniczy-Terminator na quadowej misji. Nie przyjechał. Rano zastał mnie świt i cisza tak gęsta, że aż dzwoniła w uszach. To te sprawy, których nie złapiesz, idąc utwardzonym deptakiem w Ustrzykach Górnych.

 

Co zabrać na nocleg na szczycie – Przewodnik po Bieszczadach radzi

  • Śpiwór puchowy – w lipcu wystarczy 0 °C komfortu, ale w październiku celuj w -5 °C.
  • Mata samopompująca – Land Rover ma nierówne blachy, a kręgosłup masz jeden.
  • Filtr do wody – strumień pod szczytem niesie wprawdzie kryształ, ale bóle brzucha psują przygodę.
  • Czołówka z czerwonym światłem – wilki nie cierpią ledów w barwie „Policyjny Patrol 2.0”.
  • Mały palnik i czajnik – bieszczadzki chłód zwalcza się herbatą z rumem, nie appką pogodową.

Czy warto zaufać lokalnemu Rebrowi – subiektywny Przewodnik po Bieszczadach

Szlaki bez certyfikatu i rabunkowa gospodarka leśna

Nie będę ściemniał: infrastruktura w Bieszczadach puchnie szybciej niż grzyby po deszczu. Ale tam, gdzie koszą za parking więcej niż za kieliszek słynnego wina Kamiennej Doliny, przyroda uprawia sabotage. Drogi śródleśne, które Lasy Państwowe wolą trzymać pod kluczem, stają się rajem dla tych, co lubią błoto do kostek i ciszę do szpiku kości. Jako Przewodnik po Bieszczadach nie zamykam Was w rewirze „tylko po betonie”. Zamiast masowej turystyki proponuję zjazd starą drogą węglową z 1912 r., wypatrywanie śladów piłowani drzew pod sztaby i rzeczową dyskusję o tym, że „hodowla drewna” to fraza PR-owa, nie szacunek do lasu.

Jak wygląda nocny dyżur straży leśnej

W teorii panowie w zieleni patrolują drogi dojazdowe; w praktyce – mają kilkaset kilometrów leśnych serpentyn na trzech ludzi, więc liczą na kapral-przypadek. Od lat uczę swoich podopiecznych, jak zachować klasę: posprzątaj po sobie, miej prawo jazdy w kieszeni i nie odpalaj Generatory Stroboskopów 5000. Spotkania ze strażnikami zwykle kończą się wymianą uśmiechów: ja pokazuję mapę śladów niedźwiedzia, oni pilnują, bym nie palił ogniska pod polanymi gontami. Miesiąc temu pan Grześ z Nadleśnictwa Cisna przyznał, że pierwszy raz widział tam Land Rovera z górną belką oświetleniową włączoną wyłącznie do czytania współrzędnych na mapie.

Dlaczego to robię i dlaczego warto jechać ze mną

Bieszczady to nie „dzikie pole” z folderu, tylko żywy organizm, którego nie zrozumiesz, wbijając pieczątkę w schronisku i wracając do domu. Każda wyprawa ze mną – czy to nocleg w Land Roverze, czy trzydniowy trekking po pustych dolinach – to szansa, żeby zerknąć pod korę, pod maskę, pod skórę. Od aniołów w Łopience po cerkwisko w Bystrem, każda historia ma drugie dno; ja je wyciągam na powierzchnię i podaję z humorem oraz szczyptą bimbrowej szczerości. Jeśli jesteś znużony przewodami, co czytają z kartki, i chcesz poczuć, jak ciepły wiatr targa lusterka starego Discovery’ego na wysokości 800 m n.p.m. – zapraszam.

Masz ochotę na wyprawę, której nie znajdziesz w folderach? Skontaktuj się ze mną – Twoim Przewodnikiem po Bieszczadach. Wskoczymy do Land Rovera albo dosiodłamy konie i pokażę Ci Bieszczady, o jakich nie śniłeś.

 

 

https://maps.app.goo.gl/ZXQJKcDaTqztQZ3GA