
Bieszczadzki Buk i Tajemnica Czasu: Gdzie Drewno Pamięta Żelazo, a Historia Wrasta w Las – Twój Bieszczady Przewodnik po Zapomnianym
Słuchajcie no, to nie jest byle jaka fota z grzybobrania, co to pstryknąłeś na szybko i zapomniałeś. Tu mamy do czynienia z prawdziwą perełką, co to wchodzi w głowę i zostaje tam na dłużej, jak dobry bimber po ciężkim dniu. Zdjęcie przedstawia bieszczadzkiego buka, takiego starego, potężnego, co to widział już swoje. Jego kora, pomarszczona jak twarz starego bieszczadzkiego dziada, skrywa w sobie lata słońca, deszczu, śniegu i wiatru. Ale to, co w nim siedzi, to jest dopiero historia, co to mrozi krew w żyłach! Bo proszę państwa, w tym buku, jak dobrze przyjrzeć się w ten mroczny, leśny kadr, tkwi pocisk moździerzowy! Tak, dobrze czytacie. Stary, zardzewiały kawał żelaza, co to pewnie lata temu siał grozę, latał z hukiem i śmiercią, a teraz wrósł w drzewo niczym w jakąś pradawną opowieść, stając się jego integralną częścią.
To nie jest zwykła wizytówka lasu, to jest namacalny świadectwo bieszczadzkich dziejów, co to nieraz były krwawe, pełne huku i ludzkich dramatów. Wyobraźcie sobie, ile to drzewo musiało przeżyć, ile pokoleń ludzi, ile wojen i ile ciszy, żeby wchłonąć w siebie taką pamiątkę? Rośnie sobie, pnie się ku niebu, z każdym rokiem coraz potężniejsze, a w środku nosi ten niemy ślad dawnych bitew. To jest kwintesencja Bieszczad – tutaj historia nie jest zakurzona w muzeach, nie jest zamknięta za szklaną gablotą. Ona żyje, wrasta w ziemię, w drzewa, w kamienie, w każdą kroplę deszczu. Człowiek patrzy na takiego buka i od razu czuje, że to nie jest tylko las, to jest żywa kronika, co to szepcze opowieści, jeśli tylko umiesz słuchać. A każdy dobry bieszczady przewodnik powinien o takich miejscach pisać, bo to one tworzą prawdziwy klimat.
To żelastwo, co to kiedyś latało z impetem, niosąc zniszczenie, teraz spoczywa w spokoju, otoczone drewnem, liśćmi i ciszą, która potrafi być ogłuszająca. Las go przyjął, zasłonił, ukrył, ale jednocześnie obnażył jego obecność dla tych, co mają oczy otwarte. Jest w tym coś z bieszczadzkiej melancholii, z tego poczucia, że natura zawsze zwycięża, zawsze znajdzie sposób, żeby zagarnąć to, co ludzkie i osadzić to w swoim cyklu, zamieniając śmierć w część życia.
Ta fotografia to nie tylko obraz. To zaproszenie do głębszego zastanowienia się nad tym, ile takich niespodzianek kryją jeszcze bieszczadzkie lasy. Ile pocisków, ile opowieści, ile milczących świadków przeszłości, co to czekają na odkrycie. To jest ten rodzaj odkrycia, co to sprawia, że każda wyprawa w Bieszczady staje się nie tylko wędrówką, ale i prawdziwą podróżą w czasie, w głąb historii, w głąb siebie. Człowiek szuka spokoju, a znajduje kawałek twardej historii, co to wbiła się w drzewo i tam sobie drzemie, czekając na odkrywcę. Jak widać, Bieszczady nigdy nie przestaną zaskakiwać, nawet po tysiącach kilometrów i setkach wypraw. I to właśnie czyni je tak wyjątkowymi, a każdy bieszczady przewodnik powinien inspirować do takich odkryć.
